niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 3

Piątek, piąteczek. Jest cudownie. Cały dzień w szkole. Nic, tylko cały czas siedzieć na krześle i chodzić, po korytarzu. To jest męczące. Idę do łazienki, żeby przypudrować nosek. Wyglądam jak Eskimos. Nosek biały, a twarz jasno-brązowa. Skończyłam z moim nosem, chowam puder do kosmetyczki i idę odłożyć na miejsce do szafki. Idę do stołówki do moich dziewczyn. Jestem już na miejscu, patrze, nie są same. Z chłopakami. Nawet jest Zac. Biorę wodę owocową jabłkową. Uwielbiam jabłka. Anne zobaczyła mnie, przy stoisku. Woła i macha gdzie jest. Wychodzę ze stoiska i idę do nich. Wszyscy w kupę. A co się stało? Idę i się odzywam tak głośno.
D: A co tutaj się dzieje, za zbiegowisko. Wszyscy razem w jednym stoliku?
C: Masz jakiś problem Le? - mi to mówisz?
D: Ja żadnego. Tylko jestem zdziwiona, to co zobaczyłam. Wiecie co, może pójdę tam. Nie będę przeszkadzać- kurde. Nie ma tam dla mnie miejsca, więc gdzie ja mam usiąść. Bez sensu.
Wszyscy: NIEEEE!! - a to co miał być? Okrzyk bojowy?
D: O co wam wszystkim chodzi? - Zac wstaje, idzie do mnie, łapie mnie za rękę i idziemy do stolika.
Z: Nigdzie nie pójdziesz. Zostajesz tu. Koniec i kropka. - wszyscy w szoku.
D: No dobrze. - usiadłam powoli, zaczęłam pić wodę, bo sucho mi w gardle. 

***
Chłopaki rozmawiają sobie po cichu, żeby żadna dziewczyna nie usłyszała. Jak zawsze plotkujemy sobie z dziewczynami o różnych rzeczach, bardziej o chłopakach, ale już be ze mnie. Bo po co mam z dziewczynami rozmawiać o chłopakach. Siedzę koło Sheilli i przyciąga mnie do siebie. 
S:Chodź Daniellle. Pogadaj z nami o chłopakach, a nie, siedzisz sama i się gapisz. 
D: Nie. Rozmawiajcie ze sobą o waszych chłopakach. - nie rozmawiam, bo nie mam chłopaka i czuję się tym bardzo samotna.
S: Ej Le. Przestań tak mówić. Okej, może mamy chłopaków ale - przerwałam jej.
D: Ale to nieusprawiedliwa,  że ja nie mam i że nigdy nie będę mieć. Przepraszam dziewczyny, ale muszę iść. Będzie lepiej, jak nie będzie mnie tutaj. - załamałam się. To takie smutne. Zawsze będę sama i nikogo nie znajdę. Poszłam sobie. Nie chce, żeby wszyscy zauważyli, że ja płacze. Chłopaki zobaczyli, że poszłam i nie chciałam siedzieć tam z nimi.
C: Co się dzieje z Danielle? Czemu ona poszła? Nie chciała z nami siedzieć czy co? - wszyscy byli zdziwieni. Zac wstał z krzesła i idzie do mnie, mówiąc do wszystkich.
Z: Idę do niej. - szybko pobiegł do mnie, zapytać się o co chodzi. Szukał mnie wszędzie. Znalazł. Siedzę na schodach, schowana i skulona, tak, żeby nikt mnie nie widział. - Danielle wszędzie cie szukałem.- podskoczyłam. Wystraszyłam się. Jestem cała rozmazana.
D: Co ty tutaj robisz? Idź do nich. Chce być sama.- nie chce, żeby tutaj był. 
Z: Co się dzieje? Czemu płaczesz? Coś ktoś ci zrobił? Jak tak to pogadam z osobą.
D: Nikt mi nic nie zrobił. Tak po prostu płaczę. - po co mam mu mówić? Mam powiedzieć, płaczę dlatego nie mam żadnego chłopaka? Nie mam zamiaru.
Zac się waha. Nie wie co robić. Cały czas jest przy mnie. Siada koło mnie. 
D: Wyglądam jak szatan-potwierdzam.
Z: Nie wyglądasz tak. Po prostu nie wiesz, co masz ze sobą zrobić. - to prawda. - chodź zawiozę cie do domu. 
Wziął moje ręce do góry i pomógł mi wstać. Poszliśmy do dyrektora, żeby mnie zwolnił z lekcji, z powodu bólu brzucha. Wychodziliśmy z jego biura, zdjął swoją bluzę i założył na mnie. Schował moją głowę pod kaptur. Kazał, żebym się skuliła. Skuliłam się, objął mnie w tali. Idziemy tak, żeby nikt nas nie zauważył. Dalej  trzyma mnie w tali. Wyszliśmy ze szkoły i idziemy szybko do samochodu, otwiera drzwi i powoli wsiadam do środka, a Zac zamyka za mną drzwi i wsiada na swoje miejsce przy kierownicy. Odwozi mnie do domu. Jak mama mnie zobaczy, że jestem w domu , to chyba by mnie udusiła. Bym musiała wszystko powiedzie. Ale najpierw się spyta:"czemu jesteś w domu?" "czemu, się zwolniłaś?". Boje się jej reakcji. Nie lubię jak moja własna matka odzywa się tak do mnie. Do własnej córki kobieto. Ja mam osiemnaście lat. Jestem już pełnoletnia. Nie mów mi co ja mam robić. Jak jeszcze kiedykolwiek powie to ostatni raz, to wyprowadzę się stąd. Nie jestem już dzieckiem. Jednak nie tylko mamie wszystko powiem, ale też Zacowi. Nie musi wiedzieć. Chociaż to miłe z jego strony, to co dla mnie robi. Kochany jest. Jestem już, pod jego domem. Wychodzę z auta i on tak samo. Już szłam w kierunku mojego domu, ale muszę mu coś powiedzieć. Odwróciłam się do niego. 
D: Zac - chce usłyszeć jego głos. Jest taki ... jakby to powiedzieć ... ma taki miękki, lekki i donośny głos
Z: Tak? Co jest? - czy mi się wydaje, czy martwi się o mnie?
D: Nic się nie stało, chciałam ci podziękować.
Z: Za co?
D: Za to, że mnie odwiozłeś do domu, że zwolniłeś mnie z lekcji i że chciałeś mi pomóc. Chociaż, nie musiałeś tego robić. To bardzo miłe.
Z: Musiałem cie zawieźć do domu. Nie chciałem, żeby ktokolwiek patrzył się na ciebie, jak ty płaczesz. Tyle mogłem dla ciebie zrobić. Ale teraz tak serio. Jak już rozmawiamy ze sobą, to bądź ze mną szczera. Dlaczego odeszłaś ze stolika?! Dlaczego płakałaś?! Chciałbym ci pomóc. Ale nie wiem jak. Dlaczego nie chciałaś rozmawiać z dziewczynami?! Co się dzieje?!
 D: Przypomniały mi się wspomnienia z tatą - dlaczego skłamałam? Powinnam powiedzieć prawdę. Nie powinnam kłamać - za 3 dni jest jego rocznica śmierci - łezka zaczęła mi kręcić w oku. Mam straszne czerwone oczy. Czuję to.
Z: Przepraszam, nie powinienem byłem pytać. Ja już sobie pójdę. - idzie w kierunku do swojego domu. Ja krzyczę
D: nie czekaj - staje przez chwile, odwraca się bokiem, idzie do mnie i patrzy się na mnie łagodnie- powinnam była ci powiedzieć, któregoś dnia, ale nie mogłam. Nie byłam jeszcze na to gotowa, żeby powiedzieć ci coś w ogóle. Na tej ulicy nie znam nikogo, oprócz ciebie.
Z: Posłuchaj. Nie musisz mi o tym mówić, to co się działo kiedyś. Jak będziesz na to gotowa to przyjdź do mnie, to pogadamy. Nie musisz teraz. Nie zmuszam cie do tego. Wręcz przeciwnie.
Podchodzi do mnie trochę bliżej, muska swoje palce o moje zaczerwieniono-jasne policzki i patrzy się na mnie prosto w oczy. Ma piękne błękitne oczy. Jak ocean.
Z:Danielle. Jesteś świetną dziewczyną. Wiem, że znamy się od paru dni, ale chciałbym, żebyś mi bezgranicznie zaufała na to wszystko. Nie jestem jakimś typem, że chciałbym wszystko wiedzieć. To może być dziwne, to co teraz powiem, ale nigdy nie poznałem takiej dziewczyny jak ty. Jesteś naprawdę fajna. Jakbyś chciała kiedyś mi coś powiedzieć, albo się zwierzyć, to przyjdź do mnie porozmawiamy na spokojnie. Okej? - ojej. Z jego głosu, było tak piękne powiedziane. Jeszcze nigdy nie słyszałam takich słów, jeszcze od chłopaka.
D: Okej. Dziękuje Zac. To miło z twojej strony. Chciałabym się ciebie o coś zapytać.
Z: Pytaj się o co chcesz - jeszcze nigdy nie widziałam takiego otwartego chłopaka. Czuje się, że nie jestem sama. Czuję, że znam go bardzo dobrze. Ale szkoda, że to nie jest prawda.
D: Moja mama leci do Meksyku na 2 miesiące. Wyjeżdża jutro. Za parę dni rocznica. Czy byś mógł przyjechać? Nie chce być sama.
Z: Pewnie. Zawsze możesz na mnie liczyć. - tak się cieszę, że nie będę sama. Potrzebuje kogoś, kto by mnie zrozumiał.
D: Dziękuje ci Zac.
Potrzebowałam tego. Przytulenia od niego. Trochę smucę się, ale zobaczył, że musi to zrobić. Przytulił się do mnie. A ja odwzajemniłam. Pogłaskał mnie. Pocałował w czubek głowy. Nie wiedziałam, że to zrobi. Jest taki kochany. Już powoli od Zaca odchodzę. Byłam już blisko swojego domu. Macham do niego. On mi tak samo. Obaj weszliśmy do swoich domów. Weszłam do środka i zamknęłam dom. Oparłam się o drzwi i zaczęłam gadać do siebie:"dlaczego skłamałaś?" . Zaczęłam się bić po głowie. Nie wiem czemu skłamałam. Chciałam powiedzieć prawdę, ale spanikowałam. Jeśli dalej będę myśleć o chłopaku, którego nie mam i nigdy nie będę miała, to mi się bardziej pogorszy. Jaka jestem głupia. Cieszę się, że Zac przyjdzie na rocznice mojego ojca. Najważniejsze jest to, że nie będę sama. Że Zac będzie przy mnie, do końca ceremonii. Idę do kuchni, żeby napić się czegoś. Chciałam już otworzyć lodówkę, ale pierw zobaczyłam przyklejoną kartkę w lodówce:" Kochanie ja już dzisiaj lecę, nie jutro. Przepraszam, że ci nie powiedziałam, byłaś w szkole, nie chciałam ci przeszkadzać. Kupiłam dla ciebie jedzenie i picie, żeby ci nie zabrakło. Pilnuj domu. Bardzo cie kocham. Mama". Zawsze pisała na małych karteczkach, a dzisiaj to na dużej. Trochę mnie to zdziwiło. Serio musiała dzisiaj polecieć? Chciałam jej coś pokazać, ale już chyba nic dla niej nie pokaże, bo musiała akurat dzisiaj polecieć. Jak zwykle. Poleciała ze względu na prace. Pewnie dostanie kontrakt. Chciałabym żeby dostała.Tyle lat wkładała siebie w tyle pracy. Tyle trudu, żeby tam polecieć. Mam nadzieję, że jej szef, da dla niej awans i może zostanie menegerem roku. Jest najlepszą projektantką. Sama urządzała nasz dom. To, jak powinno wyglądać w środku. Uwielbia ta pracę. Jest do tego stworzona. Tylko szkoda, że muszę zostać sama w domu. Trochę to smutne, ale dam rade. 

*** 
Minęły trzy dni. Dzisiaj rocznica mojego taty. Szykuję się powoli. Zakładam suknię całą czarną, balerinki czarne i upięte włosy w kucyk. Wychodzę z domu i zamykam drzwi. Idę już na cmentarz. Szłam jakieś pół godziny od mojego domu. Jestem już przy cmentarzu. Właśnie widzę Zaca. Stoi przy bramie i czeka na mnie. Zaparkował dalej swój samochód. Nigdzie nie było miejsca. Zobaczył mnie i widzi, że idę. Taki kawał drogi na cmentarz. Uśmiechnął się do mnie.
Z: Cześć. Ślicznie wyglądasz. Nie bolą cie nogi od tego chodzenia? 
D: Cześć. Dziękuje. Troche bolą, ale da się wytrzymać. Dobrze, że nie założyłam na obcasie. To to już w ogóle by bolały. Szłam jakieś pół godziny. - ale zdziwiony.
Z: Przykro mi młoda damo, ale nie będziesz szła z buta z cmentarza do domu. Zawioze cie.
D: No dobra niech ci będzie - lekko się uśmiechnęłam.
Z: Idziemy? - boże. Całkiem zapomniałam o tym.
D: Tak, tak. - zamyśliłam się.
Zapomniałam o tym całkiem. Zamyśliłam się jak zwykle. Poszliśmy razem. Wyjął ręce z kieszeni, przed wejściem na cmentarz. Jednak zna zasady, jak się trzeba zachowywać. Cały czas idziemy, gdy po chwili, zobaczyłam, parę naszych znajomych z naszej klasy. Myślałam, że będę tylko ja i Zac, ale jak zobaczyłam naszych znajomych, ulżyło mi. Jesteśmy już na miejscu. Zac zobaczył swoich kumpli, a ja swoje koleżanki. Mówiłyśmy do siebie szeptem.
A: Cześć Danielle. Dziewczyny - dziewczyny się odwróciły. Lekko się uśmiechnęły do mnie. Dały mi buziaka.
D: Zaczęło się? Jeszcze tyle ludzi nigdy nie było. - byłam zszokowana, to, że tyle ludzi jest na pogrzebie. Zawsze było mniej ludzi, niektórzy nie mogli przyjechać na przykład z powodu pracy, albo załatwić jakieś sprawy, albo coś innego. Mój ojciec był najlepszym człowiekiem. Był policjantem. Jest znany na świecie.
S: Jeszcze nie. Czekamy na księdza. Przyszłaś z kimś?
D: Z Zac'iem. Jak ja szłam, to czekał na mnie.
A: Ooo. To słodkie. Idzie ksiądz.
Podchodzę trochę bliżej do grobu mego taty, żeby być blisko niego. Zac, patrzy gdzie jestem. Widzi mnie. Podchodzi do mnie. Każdego przeprasza, dlatego, że idzie do mnie. Jest już blisko mnie. Wszyscy patrzą, że idzie już ksiądz. Nareszcie.
"Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus" 
Już się zaczęła ceremonia. Wszyscy są moi przyjaciele. Tylko najbardziej martwi mnie to, że nie mam mojej mamy. Zawsze jeździ na pogrzeb. Ale teraz ja ją zastępuje. Stoi koło mnie Zac. Podchodzi trochę bliżej i mówi szeptem, że wszystko będzie dobrze. Mam taką nadzieję. Chciałabym, żeby było tak jak kiedyś. Ale niestety nie będzie. Nie cofnę czasu. Brakuję mi go i tate i jego uśmiech i jego poczucie humoru. Potrafił rozbawić ludzi. Pamiętam jak jeszcze byłam małym dzieckiem i czasami byłam smutna, to ojciec zawsze przychodził i pocieszał mnie. Wie, że to zawsze działa. Tęsknie za nim. Gdyby tylko tutaj był. Muszę przestać myśleć o tym. Zaraz będę płakać. A przecież tego nie chce. Ceremonia skończyła się godzinę temu. Wszyscy poszli w swoją stronę. Dziewczyny moje tak samo. Pożegnałam się. Powiedziały, że wszystko będzie dobrze. Tak samo jak Zac. Ja jeszcze zostałam przez chwilę. Pobyć trochę z moim tatą. 
Z: Przykro mi z powodu twojego ojca. Był dobrym człowiekiem. - jeszcze został. 
D: Zawsze był i zawsze będzie. Dziękuje, że poszedłeś ze mną. Zostanę jeszcze chwile.
Z: Przykro mi Danielle, ale nie zostawie cie tutaj samą. 
D: No dobra. - zgodziłam się. 
Z: Uśmiechnij się. Ale może pierw pójdziemy na lody co? - jejciu. Jest taki przekonujący.
D: To chodźmy. 
Pojechaliśmy samochodem Zaca. Ja bym się przeszła, ale jak chce jechać to okej. Nic nie mam do niego. Jak to woli. Znalazł dobre miejsce na parkingu. Zrobiliśmy rundę, żeby się przejść trochę po mieście. Żeby tylko mi nie jęczał, że nogi go bolą. Nawet niech sie nie warzy o tym mówić. To bym go normalnie ukatrupiła. Widać, że grzeczne dziecko. Pokazałam mu gdzie są dobre lody. Najlepsze lody są pod małym sklepikiem. Budka z lodami. "Lodowe Marzenie". Słodka nazwa. Poszliśmy do tej budki. Kupił dla mnie lody porzeczkowe, a on arbuzowe. Nie musiał tego robić. Sama bym zapłaciła. Ale co mi tam zaszkodzi. Chodzimy sobie powoli spacerkiem. 
D: I jak ci się podoba w Chicago? - spytałam się bardzo łagodnie.
Z: Jest tutaj naprawdę fajnie. Zawsze myślałem, że Chicago, to takie głupie miejsce. Ale jednak myliłem się. Dobre są to lody. - mówiłam. Najlepsze.
D: Bardzo się myliłeś. Jestem dłużej tutaj od ciebie. Przyzwyczaisz się. Mówiłam. Najlepsze są.
Z: Oj chyba aż za bardzo. No ty dłużej, a ja od paru miesięcy. Jak na razie jest okej. Nie narzekam.
D: To się ciesze. Dziękuje, że zabrałeś mnie z cmentarza. Gdyby ... - chciałam dalej powiedzieć, ale mi przerwał. 
Z: Nie rozmawiajmy o tym. Nie myśl. Będzie gorzej, jak dalej będziesz wałkować z tym. Lepiej zmieńmy temat. - zostaniesz moim przyjacielem? 
D: Masz racje. Zmieńmy temat. 
Z: Masz jakieś plany w ten weekend? - jeśli, chciałbyś zaprosić mnie na randkę to wybij sobie to z głowy. 
D: Nie mam żadnych. 
Z: Pomyślałem ... czy byś chciała wpaść do mnie do domu? Wiesz, znamy się od paru miesięcy i mieszkamy koło siebie. Chciałbym bliżej poznać ciebie. Na przykład dzisiaj. Co ty na to? - brzmi interesująco nowy kolego z sąsiedztwa.
D: Poczekaj niech pomyślę .. hmmm ... dobra. Zgadzam się. 
Z: Serio?! - jeszcze się pytasz. No pewnie, że tak głuptasie. A jakże inaczej. 
D: No pewnie. 
Z: Dobra - uśmiechnął się do mnie.
Oboje  śmiejemy, że czegoś. Z czego?! Nikt z nas tego nie wie. Jesteśmy jak ... nie wiem jak to powiedzieć ... kurczę. Zapomniałam tego słowa. Ale dobra nie ważne. Ważne jest to, że bardzo dobrze się rozumiemy. Dobrze się dogadujemy. To takie miłe uczucie. Gdy śmiejesz się z kimś, o głupich rzeczach. Na przykład z chłopakiem. Jest cudownie. Naprawdę. Jeszcze nigdy nie czułam się tak fajnie, tak super. Chciałabym zaszaleć na całego.



 

środa, 12 sierpnia 2015

Rozdział 2

 Na co czekasz?
Musisz sięgnąć szczytu,
Wierzyć w każdy sen jaki masz,
Żyjesz tylko raz więc powiedz mi,

Na co, na co czekasz? - Nickelback. What Are You Waiting For
 Jeden z moich ulubionych tekstów. Ulubiona piosenka, ulubiony zespół. Słucham ich od dziecka. Narodziła się w nich legenda. Gdyby nie oni, nie zaczęłabym ich słuchać. Jak zwykle. Nie wstaje z łóżka. Patrze się na sufit i myślę, że coś tam jest. Jakby była, jakaś tam plamka. Wydawało mi się. Moje życie, nie ma sensu. Wstaje z tego łóżka i idę po ubrania. Ubieram się. Robię, to co zawsze. Dziesięć minut wyszłam z domu. Dzisiaj jest piątek. Nareszcie. Zaraz weekend. Jak wyjdę oczywiście ze szkoły. Idę szybko do sklepu bo butelkę wody. Dawno już nie piłam. Więc trzeba zacząć pić. Ja to pamiętam, jak jeszcze byłam mała, to zawsze mama, kupowała z dwadzieścia kartonów mleka, i wypiłam wszystkie naraz przez jeden dzień. Byłam kiedyś maniakiem mlekowym, Ale już dawno z tym skończyłam. To były wspomnienia. Dwadzieścia kartonów mleka i wszystkie naraz. Można powiedzieć, to znaczy, kiedyś chłopacy powiedzieli, że jestem niby "mistrzem wypicia mleka". To były czasy. Znowu wchodzę do szkoły, zresztą zawsze to robię. Ale już inaczej się ubrałam niż wczoraj. Wczoraj miałam na sobie, bluzę bordową z kapturem i spodnie rurki jasne. A dzisiaj inaczej. Spodnie podarte i też rureczki i zwykły T-Shirt cały biały, z żadnymi zworkami. Po prostu zwykła bluzka. Idę pod salę lekcyjną i dostrzegam tego Zaca. Spodnie podarte jak u mnie i zwykła koszula. Stoi i rozmawia Erichem, Chrisem i Shonem. Nie mogą od siebie się uwolnić. Zobaczył mnie. A ja idę pewna siebie, wyprostowana, do dziewczyn z uśmiechem. Zobaczyły, że on na mnie się patrzył. Wiedzą o tym. Ale dobra kit z tym. Przychodzi profesor Garglow, otwiera drzwi a my wszyscy przepychamy się jak te szczury wodne. Każdy siada na swoje miejsce. Zaczyna się lekcja. Z chęcią bym sobie pospała, ale by mnie przyłapał i bym została w kozie. Więc tego nie robię. Zaczyna opowiadać o tych durnych Turków, którzy przybyli na drugi koniec morza. Ja taka inteligentna, a nie słucha. Po chwili gdy się odwrócił do tablicy, zaczął coś pisać, a po dwóch sekundach, dostałam jakąś karteczkę. Otwieram powoli, żeby zerwać i żeby nie wiedział profesor co ja robię. Ktoś napisał bardzo ładnym charakterem pisma. A widniał napis na kartce:
"Hej laska, mam takie pytanie, czy to prawda, że jak idziesz, to każdy chłopak się na ciebie patrzy?" 
Co to za pytanie? Teraz się o tym dowiaduję. To ładnie chłopak ma. Naprawdę. Napisałam mu, o tym co myślę na ten temat. Podaję koledzę, a kolega kolegowi. Odwracam się powoli, żeby nie widział, że obserwuję go. Patrzę, że otwiera karteczkę, zaczyna się śmiać z napisem: 
"A ty to kto, Scherlok Holmes, że musisz wszystko wiedzieć, panie wszechmogący?"
Ale ładnie mu pocisnęłam. Podnosi głowę do góry, a ja szybko odwracam się na swoje miejsce, i patrzę na ławkę, tak, jakbym była czymś winna. Pewnie na mnie patrzył, przez chwilę i odpisuję mi. Znów dostaje karteczkę od niego, chłopacy wiedzą, że piszę z nimi liściki.
"No to mi ładnie pocisnęłaś. Serio. Ładnie tak się bawić ze mną?"
Ja nie mogę. Ale on tępy. On naprawdę ma coś nie tak z głową. Waham głową, żeby Garglow nie widział. Odpisuję mu bardzo ironicznie. 
"Posłuchaj Fortman, jeśli żądasz u mnie jakieś wyjaśnienia, to podejdź do mnie po lekcji, to pogadamy na ten temat. A nie teraz piszesz na lekcji. Kretyn!"
Nareszcie. Mam nadzieję, że teraz nie odpiszę, tylko od razu po lekcji przyjdzie do mojej szafki i pogadamy sobie. Co on sobie myśli? Że może sobie pogrywać? Ooo nie. Nie ma tak lekko ze mną. Zadzwonił dzwonek. Idę do swojej szafki, odstawiam swoje rzeczy tam, gdzie jest jego miejsce. Zamykam szafkę, a tu stoi se i mnie straszy. Więc zaczynam pierwsza mówić.
D: Dobra. Przejdźmy do sedna. Po co ci to wszystko? Po co chcesz to wiedzieć. Przecież możesz zapytać się chłopaków o co chcesz na przykład na mój temat i wtedy możesz zadawać im pytania.
Z: Ale z ciebie buntowniczka - tylko tyle?
D: Ja mówię poważnie. Co ty oczekujesz o de mnie? - mam nadzieję, że się spali.
Z: Posłuchaj mnie uważnie. Ludzie, tacy jak ja, chcą poznawać świat, życie i nowych ludzi, którzy krążą u ciebie albo u mnie. - to jeszcze początek - jest jak jest i nigdy tego nie dostrzeż. Jest dużo ludzi, którzy chcą wiedzieć, a jestem nim. Chciałbym dowiedzieć się czy jesteś optymistką, czy inną osobą. Widzę, że jesteś inna w odróżnieniu od innych dziewczyn. A po czym rozpoznać? Po charakterze. Nie jesteś jakąś tam lalką Barbie, że chciałabyś mieć wszystko na opak. Ale inaczej to u ciebie wygląda. Wiesz, co chcesz i udaję ci się to. Jeszcze jakieś pytania? - Wow. Zamurowało mnie to. Jak jakiś poeta niczym William Sheakspir. 
D: Yyy... nie wiem co powiedzieć ... to .... ej no musiałeś powiedzieć coś takiego, żebym nic nie mówiła? 
Z: Hah. Dużo o tobie się dowiedziałem. Dużo gadasz z chłopakami i z dziewczynami. Każdy chłopak leci na ciebie. Jedynie co było dla mnie dziwne, to to, że jakiś kujon ustąpił dla ciebie miejsce. To to już jest niezwykłe. Co ty robisz?
D: No trochę to jest dziwne. I tu się zgadzam. Nie wiem. Tak jakoś ... no po prostu tak mam. Czasu nie cofnę.
Z: To prawda nie cofniesz. I ty się na to zgadzasz, że siadasz tam. 
D: No dobra. Wręcz przeciwnie, ale ... no kurczę. Nie no. Jak naprawdę jakiś kujon, albo jakiś mięśniak przesuwa krzesło dla mnie, no to po prostu mówię:" Nie Dziękuje". Bo po co tam siedzieć. Jego miejsce, jego sprawa. Ja siadam gdzie indziej. Bo tak mi odpowiada. Albo na przykład jakieś głupie dziewczyny siedzą na moim miejscu to od razu cisnę im:" Sorka, ale to jest nasze miejsce i my je zaklepałyśmy, więc wynocha", bo po co tracić z nimi czas. Według moich usprawiedliwień. 
Z: Niezłe. Najpierw myślisz, a potem mówisz, to co ci wpada do głowy.
D: Taka już jestem - uśmiecham się sztucznie do niego.
Z: Nie uśmiechaj się tak do mnie, bo wszystkie zmarszczki ci wyjdą. -słucham?
D: Chyba prędzej tobie Fortman.
Z: Nie przeginaj Bowers ze mną.
D: Ale ja wcale nie przeginam. Mówię tylko to, co leży mi na duchu. Wielka filozofia. Twoje ego spada o dziesięć procent w dół. Uuu. Tak mi przykro. - jeszcze coś?
Przewraca głową, tak, że nie może nic powiedzieć. Czasami trzeba ładnie cisnąć chłopaków. Mój dar.
Z: Ech... chcesz jakieś problemy? - uuu wściekł się. 
D: A ty chcesz jakieś problemy? Ja mogę bez problemu stworzyć dla ciebie. Zresztą słyszałeś wczoraj co ja mówiłam do Gabriela.
Z: Tak słyszałem. Ale musiałaś aż tak. - mój uśmiech jest bezcenny.
D: Haha. Ze mną nigdy nic nie wiadomo. 
Z: Czy ty coś sugerujesz? 
D: Ja? Nieeee. Co ty. W ogóle - zaczęłam śmiać się. Czemu to zrobiłam. On też.
Z: Czy masz może ochotę pójść do stołówki? Nie żeby coś. - i ty mi to mówisz?
D: No mogę pójść. Ale muszę zapytać się o to adwokata.
Z: Serio? - myślał, na poważnie.
D: Nie. - muszę przestać się śmiać. - Idziemy.
My sobie idziemy powoli, a ten mnie szturcha, z rękoma w kieszeni od spodni, więc ja to samo robię. Idziemy stać do kolejki, a długa jak nie wiem. Stoimy, stoimy gdy już po chwili, biorę to co chce, mały soczek jabłkowy, surówke i kanapkę. Jak zawsze. Teraz muszę się przerzucić na coś innego. Bo to już jest dziwne z mojej strony. Idziemy do stolika usiąść. I jemy. Siedzimy razem. Na chwile zapadła cisza między nami. Dopiero teraz coś zaczynam mówić.
D: Jesteś z Canady? - z ciekawości.
Z: Tak a ty?
D: Ja jestem z New York. Ale przeprowadziłam się siedem lat temu. Mama chciała się przeprowadzić, ponieważ tutaj pracuję. 
Z: Macie tutaj jakąś rodzinę?
D: Nie. Nie mamy. Przyleciałyśmy ze względu na moją mamę. Sama chciała. Ja nie. Chodziłam tam do szkoły. Nie chciałam zostawiać moich przyjaciół. Ale potem tutaj przyleciałam i byłam wściekła na nią. Nie odzywałam się do niej. Zaczęłam chodzić tutaj do szkoły i poznałam nowych twarzy. Na początku Ericha, potem Chrisa a później Shona. Byłam z nimi w ekipie. Ale potem poznałam dziewczyny. No i stworzyłam swój własny gang. Zapomniałam o tym co było tam. Już nie chciałam tam wrócić. A ty? Gdzie teraz mieszkasz?
Z: Ooo to ładnie. Szybko można się do tego przyzwyczaić. Mieszkam na WallStreet. Z moim ojcem. Przeprowadziliśmy dopiero wczoraj. Chciałem pomóc tacie, ale on powiedział, że szkoła jest ważniejsza niż dom.
D: Serio? To pewnie mieszkasz koło mnie. Taki kremowy dom tak?
Z: Tak tak!! Skąd wiesz?
D: Bo zobaczyłam, że twój tata wyciągał kartony z tira i zaniósł do domu. Jak już szłam do szkoły.
Z: Hah. To ładnie.

Zaczął się śmiać. Ładny ma uśmiech i nie mam zamiaru mu to powiedzieć. Fajna rozmowa. Można z nim pogadać o wszystkim. Widać, że jest wesoły, chce nawiązać dobry kontakt z nowymi ludźmi poza starymi kumplami. Ale dobra. 
Tak to właśnie zaczęła się nasza rozmowa. Miła, przyjazna i pełna radości. Serio. Mówię poważnie. Czas na nas. Idziemy na lekcje. On do swojej szafki, a ja do swojej. Szkoda, że nie obok mnie szafki. Fajnie by było. Rozmawiać i zamykać razem jednocześnie. Jest jak jest. Miejsc nie można zmienić już. Za późno. Przyszedł po mnie, powiedziałam, żeby chwile poczekał. Jeszcze rozmawialiśmy. Zamknęłam szafkę i poszliśmy od razu do sali lekcyjnej. Do Sali muzycznej. Uwielbiam tą lekcję. Można śpiewać i grać. 

 
 

 

wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozdział 1

 Raz, dwa, trzy, następny jesteś ty. Piękny dzień. Słońce grzeje mi prosto w twarz. Czuję, aż jak ciepło na mnie prosto wpada. Cały czas patrze na zegar i patrze która jest godzina. Życie jest długie, ale czas za to krótki. Weźmiesz kawałek papieru, i patrzysz jak powoli pada. Papier i kamień to inny ruch fizyczny. Papier i kamień jest jak czas. Ale to już jest inna różnica czasu. Grawitacja spada i rośnie. Ale nigdy nic nie wiadomo co się stanie. Czasami czas może po prostu stanąć na własne życzenie. I weź zrozum tu fizykę. Ale czasami można łamać zasady. 
" Co wy wiemy, to tylko kropelka wody,
Czego nie wiemy, to cały ocean". Issac Newton
Czasami nie mogę ogarnąć czasu, do cytatu Newtona. Woda i czas to co innego. Trzeba mądrze myśleć. Ale dobra nie ważne. Jest bardzo piękny dzień. Wstaje, można powiedzieć, że to takie specjalne miejsce, które jest przymocowane do ściany pod oknem. Lubię tu siedzieć, daje mi więcej radości i satysfakcji. Wstaje powoli, odkładam pamiętnik. Zawsze zapisuję w pamiętniku, to, co mi przypadnie do gustu. Idę do szafy i szukam ubrań do szkoły. Mam godzinę, żeby dojść, a jestem jeszcze w domu. Ubieram się, zabieram kosmetyczkę i idę do łazienki się malować. Zawsze to robię. Najpierw kładę kosmetyczkę na półkę, i myję szybko twarz z mydłem. Biorę ręcznik i wycieram o twarz. Cała w mydle,a szczypie jak nie wiem. Ale już się przyzwyczaiłam. Biorę kosmetyczkę i maluję się dokładnie. Powoli i delikatnie. Zawsze maluję się 10 minut. Skończyłam się malować. Idę spakować kosmetyczkę do mojej torby. Na wszelki wypadek, jakbym się rozmazała, albo coś innego. Jakby makijaż już nie był świeży. Zabieram się szybko na dół, ubieram buty sportowe nike. Biała podeszwa, całe czarne ze znakiem ... można powiedzieć, że ze znaczkiem białym. Byłam już prawie przy wyjściu, ale jeszcze o czymś zapomniałam ... chyba wszystko wzięłam ... tak mi się zdaje. Tak wzięłam wszystko. Nie biorę kanapek bo mi się nie chce. Po co to dźwigać. Jedzenie jest w szkolnej stołówce. Nigdy nie biorę kanapek. Tam wszystko jest. Powoli już wychodzę. Wychodzę z domu i staję przed nim. Zauważyłam coś kremowego. Odwracam się, patrze, a znów się ktoś wprowadził. Kolejny sąsiad. co oni wszyscy z tymi przeprowadzkami. Ja już dawno się z tym pogodziłam. Jakiś facet, wypakowuję kartony do swojego nowego domu. Mam to gdzieś. Niech robi sobie co chce. Jego dom, jego życie, jego sprawa. Mam dwadzieścia minut, żeby dotrzeć do szkoły. A idę zazwyczaj piętnaście. Nigdy się nie zdarzyło, że się spóźniałam na pierwszą lekcję. I nigdy to się nie zdarzy. Idę, idę, idę, idę. Minęło już piętnaście minut i jestem już w szkole. Jak zawsze. Otwieram drzwi i wchodzę do środka. Idę sobie normalnie, gdy po chwili, jak zawsze chłopacy się na mnie patrzą jak idę. Trochę to dziwne, ale okej, niech sobie patrzą ile chcą. Niektórych mam dość na przykład kujonów. Masakra. Jestem już przy swojej szafce. Otwieram swoim słynnym kluczykiem, wyciągam z mojej torby, to co jest ważne. Zeszyt, piórnik i książkę. Zamykam swoją szafeczkę, chowam kluczyk do kieszeni od spodni i idę w kierunku do swojej sali lekcyjnej. Słyszę, że jeszcze nie było dzwonka. Widzę moje dziewczyny. Idę do nich. Jak zawsze uśmiechnięte, gdy tylko mnie widzą, no i chłopaków oczywiście.
Ch,Sh,A: Cześć Danielle - moje dziewczyny.
D: Cześć dziewczyny - daje im buziaki na przywitanie się. - Już wam mordeczka się szczerzy, jak ja przyszłam co ? - śmieje się, od ucha do ucha. 
A: A żebyś wiedziała. - chwila ciszy - Nie wiem po co przyszłam do szkoły. Mam teraz ochotę pójść do domu  dalej sobie pospać.
D: O kochana, nie ma tak lekko. Nigdzie nie pójdziesz. Dopiero co jesteśmy już w szkole, a ty już chcesz do domu sobie pospać księżniczko. Nie za dobrze ci może ?
A: Szczerze ? Nie. Już czuję, że te lekcje będą nudne - oj błagam cie. A ty już narzekasz jak ten karzeł.
Ch: Danielle ma rację. Zresztą, profesor Garglow ma inne sprawy na głowie. Nie wiadomo kiedy, jak i w jakim czasie. A przyznajcie, wiecie jaki on jest. - ona to zawsze ma rację. I zaprzyjaźnij się z nią.
Przychodzi, profesor, zawsze w tym swoim garniturku. to mnie krępuje. Dlaczego ten garnitur ? Nie może ubrać coś ... no nie wiem ... koszule w kratkę i luźne spodnie ? Byłoby lepiej dla niego. I dla nas wszystkich. 
Profesor Garglow: Moi drodzy. Chciałbym coś dziś ogłosić. - o nie. Tylko nie to, jak znów przyjdzie tam wariatka profesorka Mendley, to bym udusiła. Ona ma takie dziwne oczy, jakby zobaczyła ducha. To by było w ogóle coś. - Idzie właśnie dyrektor. Zachowujcie się wiarygodnie. Bez żadnych za kłóceń proszę. 
Przychodzi dyrektor z nowym uczniem. Już myślałam, że ta profesorka-wariatka. W moim kontekście. Ale jak to woli. Blondyn, włosy ułożone żelem do góry, kurtka stara czarna i normalne luźne spodnie, brązowa jasna karnacja tak samo jak u mnie i niebieskie oczy. Dobrze,, że nie elektryzujące. Wyprostowany. Widać, że jest wysportowany. Lubię takich. Nie, żeby coś. Poprawia sobie kurteczkę. Ale za to elegancką.
Nie jest żadnym top modelem, że może poprawiać sobie, i znowu sobie układać te swoje słynne bujne blond włoski. Wszystkie dziewczyny się patrzą na niego, jakby chciały zabrać go do siebie. Chore to jest. Typ aroganta i buntownika. Boże. dziewczyny jak sparaliżowane. Co tu się dzieje ? Nawet nie chce słyszeć odpowiedzi na moje pytanie. Okej, jest przystojny fakt, ale żeby gapić się na niego aż tak. Bez sensu jest dla mnie to wszystko. Poszedł sobie dyrektor, a my wstajemy i mówimy "Dowidzenia!" Profesor mówi coś do tego chłopaka, a on opowiada, jak się nazywa i skąd przybył.
Z: Nazywam się Zac Fortman i jest z Canady. Dlaczego tu przyleciałem ? Ponieważ mój ojciec tu pracuję jako budowlaniec i pomyślał, żebym zaczął tu chodzić do szkoły. - kolejny fajtłapa się odezwał i to akurat Erich, Chris, i Shon. Kretyni !!
E: Czy to ten Zac, który robił kiedyś parkury na placu zabaw i który grał na gitarze elektrycznej i akustycznej? - To mnie zamurowało. Może się znają. Wątpie. 
Z: Tak to prawda. Robiłem to kiedyś, ale już przestałem. Grałem i nadal gram. Skąd o tym wiesz ? - ej, to jest dziwne. Skąd Erich wie o tym co robił kiedyś. Mam nadzieje, że to nie są bracia przypadkiem. To byłby już cios poniżej pasa. 
E: Zac ty durniu, to ja Erich Morgan. Pamiętasz tych dekli ? Chris i Shon. ?! Jak można nie zapomnieć.
Profesor Garglow: To wy się znacie ?! No to widzę, że nie będziesz się nudził. Siadaj na soje nowe miejsce koło Ericha. 
Zaczynamy już lekcje. Chłopaki, zobaczyli się teraz. Po tylu latach. To było dla mnie dziwne. Jak się z nimi przywita. Zresztą to normalne u chłopaków. Już prawie zaczęliśmy już lekcje, a oczywiście mój kumpel Gabriel zawsze się wtrąca na początku. A ten nowy Zac, to się patrzy na wszystkich. Trochę jest to niezręczne, jak ktoś patrzy się na kogoś. 
G: Profesorze. A wie pan, że mama Danielle, zrobiła wczoraj ciasteczka i przyniosła do szkoły ? - odczep się od mojej matki. Okej może i jest ładna fakt, ale i tak odczep się od niej i od ciasteczek gnojku.
Profesor Garglow: Wiem, Gabriel. Danielle, naprawdę twoja mama robi te pyszne ciastka. Co ona robi, że w tych ciasteczkach jest coś wyjątkowego i tajemniczego? - on to uwielbia ciastka mojej mamy.
D: A nie wiem profesorze. Nie wtrącam się w kulinaria mojej mamy. Robi to, ponieważ to lubi.  - odwracając się Gabriela i mówiąc do niego donośnym głosem - To jej hobby. Jeśli masz coś przeciwko Gab, to się nie wtrącaj, jak czegoś nie wiesz. Moja mama, jej ciastka. Nie wtrącaj się w ciasteczkowe sprawy. Tak samo jak twoja matka. Co ona robi, że ona ma w sobie taki sexapil ? - wszyscy padli śmiechem. Te moje teksty. 
G: Odczep się od mojej matki - wystraszył sie. O to mi chodziło. 
Już miał coś powiedzieć, ale zadzwonił dzwonek. Chce tak codziennie. Wychodzimy wszyscy jak te szczury. Każdy się przepycha. Idę do swojej szafki i odkładam moje rzeczy do środka. Idę z dziewczynami to stołówki, głodne jak te wilki. Chodzimy sobie normalnie po woli, jak gangsterki,  i już jesteśmy w stołówce, stoimy w kolejce, biorę tackę i kładę to co chce. Wzięłam mały sok, surówkę i kanapkę z kurczakiem, z sałatą, z serem i z pomidorem i idę zająć miejsce. Położyłam tackę na stoliku, przesunęłam krzesło i usiadłam. Poczekam jak dziewczyny przyjdą. Sama nie będę jeść. Nie wypada. Dziewczyny szukają mnie, ja macham gdzie jestem i idą w moim kierunku. Każda usiadła na swoim miejscu. Jedyna osoba myślała, co zapomniała wziąć ze sobą. Akurat to musiało być to.
A: Danielle, chodź ze mną po mleko. Błagam cie. Sama nie pójdę. - serio? mleko? Nie mogłaś powiedzieć czegoś wiarygodniejszego? 
D: Dobra pójdę z tobą. 
Boże, ciągnie mnie jak opętana. Widać, że ma ochotę na mleko dobra okej, nie ma sprawy, ale żeby aż tak. ?! Bez jaj. Poszłam z nią po mleko, bo wiem, że nie da mi żyć, tylko przez jakieś głupie mleko. Osiemnaście lat, a mózg pięciolatki. Masakra jest z nią. Poszłyśmy po te głupie mleko, wzięła aż dwa kartoniki mleka. Maniaczka mleka. Próbuje otworzyć mleko swoją słomką, więc zrobiła to inaczej. Wzięła paznokciem i prysnęła niechcący na jednego chłopaka. Ale śmiech. Jeszcze na tego nowego. To to już, niesamowite. Gdyby tylko zobaczył swoją minę. Ale się naśmiałam. Aż nie mogłam oddychać. Jeszcze zaczęła go przepraszać. To było nieziemskie. Aż musiałam pójść jeszcze raz dla niej po te mleko. Zmarnowało się po drodze. Nie mogę.
A: Przepraszam, nie chciałam. Niechcący mi się prysnęło po drodze. - ale zrobiło jej się żal.
Z: Spoko. Wybaczam ci. Ale następnym razem, pryśnij ... hmmm ... nie wiem ... może na jakiegoś kujona. Wtedy nie musiałabyś przepraszać. - wróciłam i dałam jej kolejne mleko. 
D: Anne, następnym razem pryśnij na jakiegoś kujona. Wtedy byś się śmiała do bólu. I weź w końcu te mleko. Bo zaraz na mnie pryśniesz. 
Odeszłyśmy w końcu. Nie patrzyłam nawet na niego. Bo po co?! Żeby tylko zobaczyć, że jest cały w mleku.? Chociaż to było dobre. Ale szkoda, że nie można tego powtórzyć. Wróciłyśmy na swoje miejsce i opowiedziałam dziewczynom, to co się działo. Zaczęły się śmiać do bólu. 
 
 
***
 
Chłopaki rozmawiają ze sobą, jak za dawnych lat. Śmieją się do bólu i gadają o różnych dziewczynach, w naszej szkole. Ten nowy Zac, zaczął się wypytywać o moje dziewczyny. Niech cie szlag trafi Fortman!!
Z: Ej chłopaki. Mam do was takie pytanie. Co to są za dziewczyny ?! I która z nich jest wasza?! -  a ciekawość to pierwszy stopień do piekła kochany.
E: widziałeś tą dziewczynę, która niechcący prysnęła na ciebie?! - kiwnął głową z odpowiedzią na tak. - To Anne, moja dziewczyna. Tamta w jasnych brązowych włosach to Sheilla, dziewczyna Shona, tamta blondynka, Charlotte dziewczyna Chrisa, a tamta włosach brązowo-blond to Danielle, nie ma  chłopaka. Ale każdy na nią leci. Jest bardzo atrakcyjna. Bardzo dużo rozmawia z chłopakami. Jest bardzo lubiana w szkole. Jest wysportowana. 
Z: Co ona ma w sobie to coś ?! Tą wyjątkowość?! - patrzy się na mnie jak w filmie "Zmierzch" 
S: Jest świetną dziewczyną. Każdy, ale to każdy chłopak chce z nią być. A ona to ignoruję. Może podoba jej się inny. Lubi nowych człeków, którzy przychodzą do naszej szkoły. 
Z: Jaka ona jest?! Nic o niej nie wiem. Nie znam jej jeszcze. 
C: Jest jaka jest. - prosta zwykła odpowiedź. Dzięki Chris.
Z: A tak dokładnie ?! - ty to tak na serio ?! Chyba sobie żartujesz ?!
C: No kurcze. Jest osobą uśmiechniętą. Uwielbia rozrywki, które kręcą się wokół niej. Czasami bywa też poważna. No po prostu jest jaka jest. Jak się z nią zaprzyjaźnisz, to nie będzie ci nudno, a jak będzie coś między wami iskrzyło, to już wiadomo, że wasze serduszka lecą do siebie  jak szalone. 
Z: Dzięki Chris. O to mi chodziło. 
 

 
 

 

Bohaterzy

 Tom Felton jako Zac Fortman. 
Jest to chłopak wysportowany, inteligentny, mądry, wrażliwy i przystojny. Jest typem buntownika. Rzadko zachowuje się arogancko. Uzdolniony. Ma powodzenie u dziewczyn. Mieszka ze swoim ojcem. Urodził się w Canadzie.







 Natalia Rygalska ( czyli ja ) jako Danielle Bowers.
18letnia dziewczyna o krótkich brunatno-blond włosach. Inteligentna. Jest lubiana w szkole. Nie gania się za chłopakami. Ma powodzenie u chłopaków. Nie reaguje na to. Trzyma się ze swoimi przyjaciółkami. Anne, Sheila, Charlotte. Przyjaźni się z sąsiadem, który mieszka koło niej. Mieszka ze swoją matką. Urodziła się w New York. ( Fikcja po prostu ) 








 Dwayne Johnson jako Richard Fortman. Ojciec Zaca. 
Mieszka synem. Trenował kiedyś boks. A potem zrezygnował, z powodu wychowywania swojego dziecka. Pracuje firmie budowlanej. 
Przeprowadzili się do Chicago. Mieszkają sami. Urodził się Manchester









 Penelope Cruz jako Evelyn Bowers.
 Matka Danielle. Piękna kobieta. Mieszka z córką same, po śmierci swojego męża Lucasa. Wychowuje sama swoje dziecko. Urodziła się w Michigan. Jej rodzice nie żyją. Jest jedynaczką. Pracuje jako projektantka mieszkania. 





 

WITAM !

  Witam was wszystkich na mojej stronie, czyli na moim blogu pt. " Na Zawsze ". Jest to blog o pewnych dwóch osobach. Daje teraz wam taką niespodziankę. W tej niespodziance będę ja, to znaczy będę grać właśnie w tej roli. Zresztą wszyscy się przekonacie co naprawdę będzie. To będzie moje pierwsze wystąpienie. Więc jest trochę to stresujące. Nie to nie będzie krew mrożących się w żyłach. Mam taką nadzieję, że wam się spodoba. Zapraszam do czytania i komentowania. ;-) 


Pozdrawiam NR .