Rozdział 1
Raz, dwa, trzy, następny jesteś ty. Piękny dzień. Słońce grzeje mi prosto w twarz. Czuję, aż jak ciepło na mnie prosto wpada. Cały czas patrze na zegar i patrze która jest godzina. Życie jest długie, ale czas za to krótki. Weźmiesz kawałek papieru, i patrzysz jak powoli pada. Papier i kamień to inny ruch fizyczny. Papier i kamień jest jak czas. Ale to już jest inna różnica czasu. Grawitacja spada i rośnie. Ale nigdy nic nie wiadomo co się stanie. Czasami czas może po prostu stanąć na własne życzenie. I weź zrozum tu fizykę. Ale czasami można łamać zasady.
" Co wy wiemy, to tylko kropelka wody,
Czego nie wiemy, to cały ocean". Issac Newton
Czasami nie mogę ogarnąć czasu, do cytatu Newtona. Woda i czas to co innego. Trzeba mądrze myśleć. Ale dobra nie ważne. Jest bardzo piękny dzień. Wstaje, można powiedzieć, że to takie specjalne miejsce, które jest przymocowane do ściany pod oknem. Lubię tu siedzieć, daje mi więcej radości i satysfakcji. Wstaje powoli, odkładam pamiętnik. Zawsze zapisuję w pamiętniku, to, co mi przypadnie do gustu. Idę do szafy i szukam ubrań do szkoły. Mam godzinę, żeby dojść, a jestem jeszcze w domu. Ubieram się, zabieram kosmetyczkę i idę do łazienki się malować. Zawsze to robię. Najpierw kładę kosmetyczkę na półkę, i myję szybko twarz z mydłem. Biorę ręcznik i wycieram o twarz. Cała w mydle,a szczypie jak nie wiem. Ale już się przyzwyczaiłam. Biorę kosmetyczkę i maluję się dokładnie. Powoli i delikatnie. Zawsze maluję się 10 minut. Skończyłam się malować. Idę spakować kosmetyczkę do mojej torby. Na wszelki wypadek, jakbym się rozmazała, albo coś innego. Jakby makijaż już nie był świeży. Zabieram się szybko na dół, ubieram buty sportowe nike. Biała podeszwa, całe czarne ze znakiem ... można powiedzieć, że ze znaczkiem białym. Byłam już prawie przy wyjściu, ale jeszcze o czymś zapomniałam ... chyba wszystko wzięłam ... tak mi się zdaje. Tak wzięłam wszystko. Nie biorę kanapek bo mi się nie chce. Po co to dźwigać. Jedzenie jest w szkolnej stołówce. Nigdy nie biorę kanapek. Tam wszystko jest. Powoli już wychodzę. Wychodzę z domu i staję przed nim. Zauważyłam coś kremowego. Odwracam się, patrze, a znów się ktoś wprowadził. Kolejny sąsiad. co oni wszyscy z tymi przeprowadzkami. Ja już dawno się z tym pogodziłam. Jakiś facet, wypakowuję kartony do swojego nowego domu. Mam to gdzieś. Niech robi sobie co chce. Jego dom, jego życie, jego sprawa. Mam dwadzieścia minut, żeby dotrzeć do szkoły. A idę zazwyczaj piętnaście. Nigdy się nie zdarzyło, że się spóźniałam na pierwszą lekcję. I nigdy to się nie zdarzy. Idę, idę, idę, idę. Minęło już piętnaście minut i jestem już w szkole. Jak zawsze. Otwieram drzwi i wchodzę do środka. Idę sobie normalnie, gdy po chwili, jak zawsze chłopacy się na mnie patrzą jak idę. Trochę to dziwne, ale okej, niech sobie patrzą ile chcą. Niektórych mam dość na przykład kujonów. Masakra. Jestem już przy swojej szafce. Otwieram swoim słynnym kluczykiem, wyciągam z mojej torby, to co jest ważne. Zeszyt, piórnik i książkę. Zamykam swoją szafeczkę, chowam kluczyk do kieszeni od spodni i idę w kierunku do swojej sali lekcyjnej. Słyszę, że jeszcze nie było dzwonka. Widzę moje dziewczyny. Idę do nich. Jak zawsze uśmiechnięte, gdy tylko mnie widzą, no i chłopaków oczywiście.
Ch,Sh,A: Cześć Danielle - moje dziewczyny.
D: Cześć dziewczyny - daje im buziaki na przywitanie się. - Już wam mordeczka się szczerzy, jak ja przyszłam co ? - śmieje się, od ucha do ucha.
A: A żebyś wiedziała. - chwila ciszy - Nie wiem po co przyszłam do szkoły. Mam teraz ochotę pójść do domu dalej sobie pospać.
D: O kochana, nie ma tak lekko. Nigdzie nie pójdziesz. Dopiero co jesteśmy już w szkole, a ty już chcesz do domu sobie pospać księżniczko. Nie za dobrze ci może ?
A: Szczerze ? Nie. Już czuję, że te lekcje będą nudne - oj błagam cie. A ty już narzekasz jak ten karzeł.
Ch: Danielle ma rację. Zresztą, profesor Garglow ma inne sprawy na głowie. Nie wiadomo kiedy, jak i w jakim czasie. A przyznajcie, wiecie jaki on jest. - ona to zawsze ma rację. I zaprzyjaźnij się z nią.
Przychodzi, profesor, zawsze w tym swoim garniturku. to mnie krępuje. Dlaczego ten garnitur ? Nie może ubrać coś ... no nie wiem ... koszule w kratkę i luźne spodnie ? Byłoby lepiej dla niego. I dla nas wszystkich.
Profesor Garglow: Moi drodzy. Chciałbym coś dziś ogłosić. - o nie. Tylko nie to, jak znów przyjdzie tam wariatka profesorka Mendley, to bym udusiła. Ona ma takie dziwne oczy, jakby zobaczyła ducha. To by było w ogóle coś. - Idzie właśnie dyrektor. Zachowujcie się wiarygodnie. Bez żadnych za kłóceń proszę.
Przychodzi dyrektor z nowym uczniem. Już myślałam, że ta profesorka-wariatka. W moim kontekście. Ale jak to woli. Blondyn, włosy ułożone żelem do góry, kurtka stara czarna i normalne luźne spodnie, brązowa jasna karnacja tak samo jak u mnie i niebieskie oczy. Dobrze,, że nie elektryzujące. Wyprostowany. Widać, że jest wysportowany. Lubię takich. Nie, żeby coś. Poprawia sobie kurteczkę. Ale za to elegancką.
Nie jest żadnym top modelem, że może poprawiać sobie, i znowu sobie układać te swoje słynne bujne blond włoski. Wszystkie dziewczyny się patrzą na niego, jakby chciały zabrać go do siebie. Chore to jest. Typ aroganta i buntownika. Boże. dziewczyny jak sparaliżowane. Co tu się dzieje ? Nawet nie chce słyszeć odpowiedzi na moje pytanie. Okej, jest przystojny fakt, ale żeby gapić się na niego aż tak. Bez sensu jest dla mnie to wszystko. Poszedł sobie dyrektor, a my wstajemy i mówimy "Dowidzenia!" Profesor mówi coś do tego chłopaka, a on opowiada, jak się nazywa i skąd przybył.
Z: Nazywam się Zac Fortman i jest z Canady. Dlaczego tu przyleciałem ? Ponieważ mój ojciec tu pracuję jako budowlaniec i pomyślał, żebym zaczął tu chodzić do szkoły. - kolejny fajtłapa się odezwał i to akurat Erich, Chris, i Shon. Kretyni !!
E: Czy to ten Zac, który robił kiedyś parkury na placu zabaw i który grał na gitarze elektrycznej i akustycznej? - To mnie zamurowało. Może się znają. Wątpie.
Z: Tak to prawda. Robiłem to kiedyś, ale już przestałem. Grałem i nadal gram. Skąd o tym wiesz ? - ej, to jest dziwne. Skąd Erich wie o tym co robił kiedyś. Mam nadzieje, że to nie są bracia przypadkiem. To byłby już cios poniżej pasa.
E: Zac ty durniu, to ja Erich Morgan. Pamiętasz tych dekli ? Chris i Shon. ?! Jak można nie zapomnieć.
Profesor Garglow: To wy się znacie ?! No to widzę, że nie będziesz się nudził. Siadaj na soje nowe miejsce koło Ericha.
Zaczynamy już lekcje. Chłopaki, zobaczyli się teraz. Po tylu latach. To było dla mnie dziwne. Jak się z nimi przywita. Zresztą to normalne u chłopaków. Już prawie zaczęliśmy już lekcje, a oczywiście mój kumpel Gabriel zawsze się wtrąca na początku. A ten nowy Zac, to się patrzy na wszystkich. Trochę jest to niezręczne, jak ktoś patrzy się na kogoś.
G: Profesorze. A wie pan, że mama Danielle, zrobiła wczoraj ciasteczka i przyniosła do szkoły ? - odczep się od mojej matki. Okej może i jest ładna fakt, ale i tak odczep się od niej i od ciasteczek gnojku.
Profesor Garglow: Wiem, Gabriel. Danielle, naprawdę twoja mama robi te pyszne ciastka. Co ona robi, że w tych ciasteczkach jest coś wyjątkowego i tajemniczego? - on to uwielbia ciastka mojej mamy.
D: A nie wiem profesorze. Nie wtrącam się w kulinaria mojej mamy. Robi to, ponieważ to lubi. - odwracając się Gabriela i mówiąc do niego donośnym głosem - To jej hobby. Jeśli masz coś przeciwko Gab, to się nie wtrącaj, jak czegoś nie wiesz. Moja mama, jej ciastka. Nie wtrącaj się w ciasteczkowe sprawy. Tak samo jak twoja matka. Co ona robi, że ona ma w sobie taki sexapil ? - wszyscy padli śmiechem. Te moje teksty.
G: Odczep się od mojej matki - wystraszył sie. O to mi chodziło.
Już miał coś powiedzieć, ale zadzwonił dzwonek. Chce tak codziennie. Wychodzimy wszyscy jak te szczury. Każdy się przepycha. Idę do swojej szafki i odkładam moje rzeczy do środka. Idę z dziewczynami to stołówki, głodne jak te wilki. Chodzimy sobie normalnie po woli, jak gangsterki, i już jesteśmy w stołówce, stoimy w kolejce, biorę tackę i kładę to co chce. Wzięłam mały sok, surówkę i kanapkę z kurczakiem, z sałatą, z serem i z pomidorem i idę zająć miejsce. Położyłam tackę na stoliku, przesunęłam krzesło i usiadłam. Poczekam jak dziewczyny przyjdą. Sama nie będę jeść. Nie wypada. Dziewczyny szukają mnie, ja macham gdzie jestem i idą w moim kierunku. Każda usiadła na swoim miejscu. Jedyna osoba myślała, co zapomniała wziąć ze sobą. Akurat to musiało być to.
A: Danielle, chodź ze mną po mleko. Błagam cie. Sama nie pójdę. - serio? mleko? Nie mogłaś powiedzieć czegoś wiarygodniejszego?
D: Dobra pójdę z tobą.
Boże, ciągnie mnie jak opętana. Widać, że ma ochotę na mleko dobra okej, nie ma sprawy, ale żeby aż tak. ?! Bez jaj. Poszłam z nią po mleko, bo wiem, że nie da mi żyć, tylko przez jakieś głupie mleko. Osiemnaście lat, a mózg pięciolatki. Masakra jest z nią. Poszłyśmy po te głupie mleko, wzięła aż dwa kartoniki mleka. Maniaczka mleka. Próbuje otworzyć mleko swoją słomką, więc zrobiła to inaczej. Wzięła paznokciem i prysnęła niechcący na jednego chłopaka. Ale śmiech. Jeszcze na tego nowego. To to już, niesamowite. Gdyby tylko zobaczył swoją minę. Ale się naśmiałam. Aż nie mogłam oddychać. Jeszcze zaczęła go przepraszać. To było nieziemskie. Aż musiałam pójść jeszcze raz dla niej po te mleko. Zmarnowało się po drodze. Nie mogę.
A: Przepraszam, nie chciałam. Niechcący mi się prysnęło po drodze. - ale zrobiło jej się żal.
Z: Spoko. Wybaczam ci. Ale następnym razem, pryśnij ... hmmm ... nie wiem ... może na jakiegoś kujona. Wtedy nie musiałabyś przepraszać. - wróciłam i dałam jej kolejne mleko.
D: Anne, następnym razem pryśnij na jakiegoś kujona. Wtedy byś się śmiała do bólu. I weź w końcu te mleko. Bo zaraz na mnie pryśniesz.
Odeszłyśmy w końcu. Nie patrzyłam nawet na niego. Bo po co?! Żeby tylko zobaczyć, że jest cały w mleku.? Chociaż to było dobre. Ale szkoda, że nie można tego powtórzyć. Wróciłyśmy na swoje miejsce i opowiedziałam dziewczynom, to co się działo. Zaczęły się śmiać do bólu.
***
Chłopaki rozmawiają ze sobą, jak za dawnych lat. Śmieją się do bólu i gadają o różnych dziewczynach, w naszej szkole. Ten nowy Zac, zaczął się wypytywać o moje dziewczyny. Niech cie szlag trafi Fortman!!
Z: Ej chłopaki. Mam do was takie pytanie. Co to są za dziewczyny ?! I która z nich jest wasza?! - a ciekawość to pierwszy stopień do piekła kochany.
E: widziałeś tą dziewczynę, która niechcący prysnęła na ciebie?! - kiwnął głową z odpowiedzią na tak. - To Anne, moja dziewczyna. Tamta w jasnych brązowych włosach to Sheilla, dziewczyna Shona, tamta blondynka, Charlotte dziewczyna Chrisa, a tamta włosach brązowo-blond to Danielle, nie ma chłopaka. Ale każdy na nią leci. Jest bardzo atrakcyjna. Bardzo dużo rozmawia z chłopakami. Jest bardzo lubiana w szkole. Jest wysportowana.
Z: Co ona ma w sobie to coś ?! Tą wyjątkowość?! - patrzy się na mnie jak w filmie "Zmierzch"
S: Jest świetną dziewczyną. Każdy, ale to każdy chłopak chce z nią być. A ona to ignoruję. Może podoba jej się inny. Lubi nowych człeków, którzy przychodzą do naszej szkoły.
Z: Jaka ona jest?! Nic o niej nie wiem. Nie znam jej jeszcze.
C: Jest jaka jest. - prosta zwykła odpowiedź. Dzięki Chris.
Z: A tak dokładnie ?! - ty to tak na serio ?! Chyba sobie żartujesz ?!
C: No kurcze. Jest osobą uśmiechniętą. Uwielbia rozrywki, które kręcą się wokół niej. Czasami bywa też poważna. No po prostu jest jaka jest. Jak się z nią zaprzyjaźnisz, to nie będzie ci nudno, a jak będzie coś między wami iskrzyło, to już wiadomo, że wasze serduszka lecą do siebie jak szalone.
Z: Dzięki Chris. O to mi chodziło.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz