środa, 12 sierpnia 2015

Rozdział 2

 Na co czekasz?
Musisz sięgnąć szczytu,
Wierzyć w każdy sen jaki masz,
Żyjesz tylko raz więc powiedz mi,

Na co, na co czekasz? - Nickelback. What Are You Waiting For
 Jeden z moich ulubionych tekstów. Ulubiona piosenka, ulubiony zespół. Słucham ich od dziecka. Narodziła się w nich legenda. Gdyby nie oni, nie zaczęłabym ich słuchać. Jak zwykle. Nie wstaje z łóżka. Patrze się na sufit i myślę, że coś tam jest. Jakby była, jakaś tam plamka. Wydawało mi się. Moje życie, nie ma sensu. Wstaje z tego łóżka i idę po ubrania. Ubieram się. Robię, to co zawsze. Dziesięć minut wyszłam z domu. Dzisiaj jest piątek. Nareszcie. Zaraz weekend. Jak wyjdę oczywiście ze szkoły. Idę szybko do sklepu bo butelkę wody. Dawno już nie piłam. Więc trzeba zacząć pić. Ja to pamiętam, jak jeszcze byłam mała, to zawsze mama, kupowała z dwadzieścia kartonów mleka, i wypiłam wszystkie naraz przez jeden dzień. Byłam kiedyś maniakiem mlekowym, Ale już dawno z tym skończyłam. To były wspomnienia. Dwadzieścia kartonów mleka i wszystkie naraz. Można powiedzieć, to znaczy, kiedyś chłopacy powiedzieli, że jestem niby "mistrzem wypicia mleka". To były czasy. Znowu wchodzę do szkoły, zresztą zawsze to robię. Ale już inaczej się ubrałam niż wczoraj. Wczoraj miałam na sobie, bluzę bordową z kapturem i spodnie rurki jasne. A dzisiaj inaczej. Spodnie podarte i też rureczki i zwykły T-Shirt cały biały, z żadnymi zworkami. Po prostu zwykła bluzka. Idę pod salę lekcyjną i dostrzegam tego Zaca. Spodnie podarte jak u mnie i zwykła koszula. Stoi i rozmawia Erichem, Chrisem i Shonem. Nie mogą od siebie się uwolnić. Zobaczył mnie. A ja idę pewna siebie, wyprostowana, do dziewczyn z uśmiechem. Zobaczyły, że on na mnie się patrzył. Wiedzą o tym. Ale dobra kit z tym. Przychodzi profesor Garglow, otwiera drzwi a my wszyscy przepychamy się jak te szczury wodne. Każdy siada na swoje miejsce. Zaczyna się lekcja. Z chęcią bym sobie pospała, ale by mnie przyłapał i bym została w kozie. Więc tego nie robię. Zaczyna opowiadać o tych durnych Turków, którzy przybyli na drugi koniec morza. Ja taka inteligentna, a nie słucha. Po chwili gdy się odwrócił do tablicy, zaczął coś pisać, a po dwóch sekundach, dostałam jakąś karteczkę. Otwieram powoli, żeby zerwać i żeby nie wiedział profesor co ja robię. Ktoś napisał bardzo ładnym charakterem pisma. A widniał napis na kartce:
"Hej laska, mam takie pytanie, czy to prawda, że jak idziesz, to każdy chłopak się na ciebie patrzy?" 
Co to za pytanie? Teraz się o tym dowiaduję. To ładnie chłopak ma. Naprawdę. Napisałam mu, o tym co myślę na ten temat. Podaję koledzę, a kolega kolegowi. Odwracam się powoli, żeby nie widział, że obserwuję go. Patrzę, że otwiera karteczkę, zaczyna się śmiać z napisem: 
"A ty to kto, Scherlok Holmes, że musisz wszystko wiedzieć, panie wszechmogący?"
Ale ładnie mu pocisnęłam. Podnosi głowę do góry, a ja szybko odwracam się na swoje miejsce, i patrzę na ławkę, tak, jakbym była czymś winna. Pewnie na mnie patrzył, przez chwilę i odpisuję mi. Znów dostaje karteczkę od niego, chłopacy wiedzą, że piszę z nimi liściki.
"No to mi ładnie pocisnęłaś. Serio. Ładnie tak się bawić ze mną?"
Ja nie mogę. Ale on tępy. On naprawdę ma coś nie tak z głową. Waham głową, żeby Garglow nie widział. Odpisuję mu bardzo ironicznie. 
"Posłuchaj Fortman, jeśli żądasz u mnie jakieś wyjaśnienia, to podejdź do mnie po lekcji, to pogadamy na ten temat. A nie teraz piszesz na lekcji. Kretyn!"
Nareszcie. Mam nadzieję, że teraz nie odpiszę, tylko od razu po lekcji przyjdzie do mojej szafki i pogadamy sobie. Co on sobie myśli? Że może sobie pogrywać? Ooo nie. Nie ma tak lekko ze mną. Zadzwonił dzwonek. Idę do swojej szafki, odstawiam swoje rzeczy tam, gdzie jest jego miejsce. Zamykam szafkę, a tu stoi se i mnie straszy. Więc zaczynam pierwsza mówić.
D: Dobra. Przejdźmy do sedna. Po co ci to wszystko? Po co chcesz to wiedzieć. Przecież możesz zapytać się chłopaków o co chcesz na przykład na mój temat i wtedy możesz zadawać im pytania.
Z: Ale z ciebie buntowniczka - tylko tyle?
D: Ja mówię poważnie. Co ty oczekujesz o de mnie? - mam nadzieję, że się spali.
Z: Posłuchaj mnie uważnie. Ludzie, tacy jak ja, chcą poznawać świat, życie i nowych ludzi, którzy krążą u ciebie albo u mnie. - to jeszcze początek - jest jak jest i nigdy tego nie dostrzeż. Jest dużo ludzi, którzy chcą wiedzieć, a jestem nim. Chciałbym dowiedzieć się czy jesteś optymistką, czy inną osobą. Widzę, że jesteś inna w odróżnieniu od innych dziewczyn. A po czym rozpoznać? Po charakterze. Nie jesteś jakąś tam lalką Barbie, że chciałabyś mieć wszystko na opak. Ale inaczej to u ciebie wygląda. Wiesz, co chcesz i udaję ci się to. Jeszcze jakieś pytania? - Wow. Zamurowało mnie to. Jak jakiś poeta niczym William Sheakspir. 
D: Yyy... nie wiem co powiedzieć ... to .... ej no musiałeś powiedzieć coś takiego, żebym nic nie mówiła? 
Z: Hah. Dużo o tobie się dowiedziałem. Dużo gadasz z chłopakami i z dziewczynami. Każdy chłopak leci na ciebie. Jedynie co było dla mnie dziwne, to to, że jakiś kujon ustąpił dla ciebie miejsce. To to już jest niezwykłe. Co ty robisz?
D: No trochę to jest dziwne. I tu się zgadzam. Nie wiem. Tak jakoś ... no po prostu tak mam. Czasu nie cofnę.
Z: To prawda nie cofniesz. I ty się na to zgadzasz, że siadasz tam. 
D: No dobra. Wręcz przeciwnie, ale ... no kurczę. Nie no. Jak naprawdę jakiś kujon, albo jakiś mięśniak przesuwa krzesło dla mnie, no to po prostu mówię:" Nie Dziękuje". Bo po co tam siedzieć. Jego miejsce, jego sprawa. Ja siadam gdzie indziej. Bo tak mi odpowiada. Albo na przykład jakieś głupie dziewczyny siedzą na moim miejscu to od razu cisnę im:" Sorka, ale to jest nasze miejsce i my je zaklepałyśmy, więc wynocha", bo po co tracić z nimi czas. Według moich usprawiedliwień. 
Z: Niezłe. Najpierw myślisz, a potem mówisz, to co ci wpada do głowy.
D: Taka już jestem - uśmiecham się sztucznie do niego.
Z: Nie uśmiechaj się tak do mnie, bo wszystkie zmarszczki ci wyjdą. -słucham?
D: Chyba prędzej tobie Fortman.
Z: Nie przeginaj Bowers ze mną.
D: Ale ja wcale nie przeginam. Mówię tylko to, co leży mi na duchu. Wielka filozofia. Twoje ego spada o dziesięć procent w dół. Uuu. Tak mi przykro. - jeszcze coś?
Przewraca głową, tak, że nie może nic powiedzieć. Czasami trzeba ładnie cisnąć chłopaków. Mój dar.
Z: Ech... chcesz jakieś problemy? - uuu wściekł się. 
D: A ty chcesz jakieś problemy? Ja mogę bez problemu stworzyć dla ciebie. Zresztą słyszałeś wczoraj co ja mówiłam do Gabriela.
Z: Tak słyszałem. Ale musiałaś aż tak. - mój uśmiech jest bezcenny.
D: Haha. Ze mną nigdy nic nie wiadomo. 
Z: Czy ty coś sugerujesz? 
D: Ja? Nieeee. Co ty. W ogóle - zaczęłam śmiać się. Czemu to zrobiłam. On też.
Z: Czy masz może ochotę pójść do stołówki? Nie żeby coś. - i ty mi to mówisz?
D: No mogę pójść. Ale muszę zapytać się o to adwokata.
Z: Serio? - myślał, na poważnie.
D: Nie. - muszę przestać się śmiać. - Idziemy.
My sobie idziemy powoli, a ten mnie szturcha, z rękoma w kieszeni od spodni, więc ja to samo robię. Idziemy stać do kolejki, a długa jak nie wiem. Stoimy, stoimy gdy już po chwili, biorę to co chce, mały soczek jabłkowy, surówke i kanapkę. Jak zawsze. Teraz muszę się przerzucić na coś innego. Bo to już jest dziwne z mojej strony. Idziemy do stolika usiąść. I jemy. Siedzimy razem. Na chwile zapadła cisza między nami. Dopiero teraz coś zaczynam mówić.
D: Jesteś z Canady? - z ciekawości.
Z: Tak a ty?
D: Ja jestem z New York. Ale przeprowadziłam się siedem lat temu. Mama chciała się przeprowadzić, ponieważ tutaj pracuję. 
Z: Macie tutaj jakąś rodzinę?
D: Nie. Nie mamy. Przyleciałyśmy ze względu na moją mamę. Sama chciała. Ja nie. Chodziłam tam do szkoły. Nie chciałam zostawiać moich przyjaciół. Ale potem tutaj przyleciałam i byłam wściekła na nią. Nie odzywałam się do niej. Zaczęłam chodzić tutaj do szkoły i poznałam nowych twarzy. Na początku Ericha, potem Chrisa a później Shona. Byłam z nimi w ekipie. Ale potem poznałam dziewczyny. No i stworzyłam swój własny gang. Zapomniałam o tym co było tam. Już nie chciałam tam wrócić. A ty? Gdzie teraz mieszkasz?
Z: Ooo to ładnie. Szybko można się do tego przyzwyczaić. Mieszkam na WallStreet. Z moim ojcem. Przeprowadziliśmy dopiero wczoraj. Chciałem pomóc tacie, ale on powiedział, że szkoła jest ważniejsza niż dom.
D: Serio? To pewnie mieszkasz koło mnie. Taki kremowy dom tak?
Z: Tak tak!! Skąd wiesz?
D: Bo zobaczyłam, że twój tata wyciągał kartony z tira i zaniósł do domu. Jak już szłam do szkoły.
Z: Hah. To ładnie.

Zaczął się śmiać. Ładny ma uśmiech i nie mam zamiaru mu to powiedzieć. Fajna rozmowa. Można z nim pogadać o wszystkim. Widać, że jest wesoły, chce nawiązać dobry kontakt z nowymi ludźmi poza starymi kumplami. Ale dobra. 
Tak to właśnie zaczęła się nasza rozmowa. Miła, przyjazna i pełna radości. Serio. Mówię poważnie. Czas na nas. Idziemy na lekcje. On do swojej szafki, a ja do swojej. Szkoda, że nie obok mnie szafki. Fajnie by było. Rozmawiać i zamykać razem jednocześnie. Jest jak jest. Miejsc nie można zmienić już. Za późno. Przyszedł po mnie, powiedziałam, żeby chwile poczekał. Jeszcze rozmawialiśmy. Zamknęłam szafkę i poszliśmy od razu do sali lekcyjnej. Do Sali muzycznej. Uwielbiam tą lekcję. Można śpiewać i grać. 

 
 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz